Zarządzanie procesem inwestycyjnym

Jeszcze jako licealista umyśliłem sobie drogę przyszłej kariery construction management, monitoring inwestycji, nadzór inwestorski, wszystko to były jeszcze póki co hasła, które niekoniecznie rozumiałem, ale które elektryzowały mnie. Im bardziej coś tajemniczo brzmiało, tym większą wagę przywiązywałem do tego. Enigmatyczność kojarzyła mi się z ekskluzywnością, dlatego construction management wiązałem w przyszłości z dobrze płatną pracą. Oczywiście, profity mogły przynieść także zarządzanie procesem inwestycyjnym czy nadzór inwestorski. Mimo iż tak młody, bardzo poważnie myślałem o swojej przyszłości. Starałem się nie pozwalać sobie na zbyt wiele przyjemności, by nie zaszkodzić przyszłej karierze, nie wszystko dawało się jednak przewidzieć. I nie wszystkiemu dawało się niestety nie ulec. Byłem młody, ale chorobliwie ambitny. Wierzyłem, że świat stoi przede mną otworem. Założyłem sobie, że kto, jeśli nie ja, ma być kimś wielkim, odkrywcą, poetą, buntownikiem, prezesem, człowiekiem czynu? Aby jednak osiągnąć coś, musiałem zacząć planować już od lat najmłodszych. Aby construction management nie pozostał tylko w sferze marzeń młodego licealisty, przestałem uczęszczać nawet na zabawy ze znajomymi, zaś po nocach studiowałem podręczniki akademickie, by być dalej, niż reszta. Nie na wiele się zdało, gdy tak poświęcałem noce, bo później rano nie potrafiłem przemęczony wstać z łóżka, więc nie szedłem do szkoły. Co z tego, że nauczyłem się połowy podręcznika z politechniki, skoro nie potrafiłem opisać na klasówce z biologii obiegu krwi w organizmie? Zaczynałem powoli wpadać we frustrację, ściągając na siebie baczne oczy psychologa szkolnego oraz własnych rodziców, którzy postanowili mnie pilnować. Słyszałem, jaki kilka razy w nocy sprawdzali, czy mam zapalone światło w pokoju. Niestety, rodzice zawsze byli prostoduszni i potrafiłem ich różnymi czynnościami zmylić. Pogorszyłem się jednak w nauce, wpadałem prawie w psychozę; w głowie miałem już chyba tylko same hasła, jak monitoring inwestycji czy nadzór inwestorski. Chyba byłoby ze mną naprawdę źle, gdybym nie poznał dziewczyny. To ona oderwała mnie od tych wszystkich mrzonek i pokazała, jak przyjemne może być życie. Gdy opowiadałem o moich planach, potakiwała głową, ale powiedziała też, że na wszystko przyjdzie czas. Nie warto tracić tego, co jest teraz, bo nie doceni się tego, co może przyjść później. Mimo iż tak banalne, spodobało mi się.