Leczenie bezpłodności
Dziś bawię się z moim dwuletnim synkiem i staram się nie pamiętać, ile się natrudziliśmy, żeby Janek przyszedł na świat. Byliśmy młodym małżeństwem, oboje mieliśmy pracę, mieszkanie i coraz częściej rozmawialiśmy o dziecku. Czytając opowiadania naszpikowane pojęciami in vitro, inseminacja, IVF przez myśl nam nie przeszło, że któreś z nas może mieć problem z płodnością. Nikt w rodzinie nie chorował, my byliśmy raczej z tych dbających o siebie i swoje zdrowie, wszystkie koleżanki po kolei zachodziły w ciążę czym mieliśmy się martwić? Podjęliśmy decyzję, że odstawiamy środki antykoncepcyjne i zaczynamy starania o dziecko. Jako że do każdego zadania podchodzę poważnie, zaczęłam prowadzić kalendarzyk, łykać witaminy i bardziej niż zwykle dbać o swój organizm. Minęły trzy miesiące i nic się nie działo, testy ciążowe wciąż nie miały dla nas dobrych wiadomości. Mąż śmiał się wtedy: - Jak coś jest nie tak zrobimy jakieś in vitro czy IVF. Ganiłam go za te żarty i przy okazji tłumaczyłam niepłodność, że in-vitro i IVF to to samo. Nie przyznałam się przed nim, że już zaczęłam czytać na temat bezpłodności i inseminacja i in vitro nie są w tym momencie już dla mnie obcymi terminami. Kiedy minęły kolejne trzy miesiące zauważyłam, że mąż zaczyna się niepokoić, po cichu czytał na czym polega inseminacja, jakie są przyczyny bezpłodności i wyszukiwał gabinetów diagnozujących tę przypadłość. Po dziewięciu miesiącach zaczęliśmy umawiać się na wizyty u specjalistów, po zdiagnozowaniu problemu zaczęliśmy leczenie próby zajścia w ciążę. Ile łez wtedy wylałam, ile nerwów straciliśmy, kilka razy wydawało nam się nawet, że nasze małżeństwo się rozpadnie. Czekaliśmy w sumie trzy lata. Dziś wiem, że na Janka warto było czekać, nawet i 10 lat i więcej, ale wcześniej bywało mi ciężko. Nie chcemy, żeby synek był jedynakiem, dlatego staramy się o drugie dziecko. Jeśli w ciągu roku nie uda mi się zajść w ciążę, pomyślimy nad adopcją. Póki co, próbujemy in vitro.
